„Tam gdzie diabeł nie wejdzie tam...Rati pośle”
...oczywiście wolałabym zamienić w tym przysłowiu słowo „diabeł” na „anioł”...ale to już próżność
Tak czy inaczej oto wydarzenia, w których miałam przyjemność uczestniczyć.


Wrocław luty, marzec 2010
Ewelina spadła mi dosłownie z nieba! Dzięki niej to wszystko.
I znów okazało się, że poczta pantoflowa najlepiej działa, ktoś mnie znał, wiedział, że chcę prowadzić kursy, ktoś zadzwonił i już. Odbyły się
2 spotkania, tworzymy, kolejną, drugą grupę i o dziwo już są chętni w Łodzi.
Wszyscy uczestnicy wykazują ogromne zaangażowanie, są pilni i uczą się
w mig.
Czasem podjadają więc głodni nie wychodzą z warsztatów.
A na zdjęciach różne poważne i zabawne chwile, atmosfera rodzinna.
Osobiście spełniam się w tej roli wyjątkowo, choć kuchnia wyczerpuje.

Pomysł pojawił się nagle ale okazał się trafiony.
W świątyni wraz z Anią ustawiłyśmy kilka stołów, używana i nowa odzież, biżuteria, kartki, upominki, oczywiście ciasta i słodycze, przetwory i książki.
Goście głównie zajadali ciastka ale i kilku młodych panów ze społeczności hinduskiej pokusiło się na małe drobiazgi.
Tak czy inaczej chcemy powtórzyć kiermasz już wkrótce 21 ego lutego. Serdecznie zapraszam!

Kilka dni po obchodach Święta Divali, które spędziłam pomagając Menakszi, właścicielce nowo otwartej restauracji indyjskiej w centrum Wrocławia, zostałam zaproszona przez nią do szkoły Brytyjskiej, w której również jest nauczycielką.
Wybrałyśmy się tam z Martyną Hoppe (Mandakini dasi), dobrym nauczycielem angielskiego. Ja niestety wciąż jestem w tym kiepska.
Czytaj dalej...


Wrocław, czerwiec 2009
Cóż mam powiedzieć.
10 miesięcy przygotowań a teraz kiedy piszę jesteśmy w trakcie przygotowań już do kolejnego festiwalu wozów.
Najtrudniej jest pisać o projekcie, w który jesteśmy najbardziej zaangażowani więc odsyłam Was do strony www.rathayatra.pl

W poniedziałek 2 ego marca, miałam przyjemność poprowadzić lekcje religii w 5 Liceum we Wrocławiu przy ul Grochowskiej.
Zaprosiła mnie na nie Karolina i Marek, dwoje, przemiłych osób. Spotkaliśmy się kiedyś na Przystanku Wooodstock, no i jak zwykle to bywa znajomość przetrwała. Marek w między czasie dorósł, odrobił wojsko w Klubie Gaja, tam poznał co to praca dla dobra ziemi i zwierzaków…no i jakież było moje zdziwienie kiedy kilka miesięcy temu spotkaliśmy się w świątyni we Wrocławiu.
Przy którymś z kolei spotkaniu zgłosił się do mnie z propozycją od Karoliny, żebym opowiedziała licealistom nieco na temat hinduizmu.
Czytaj dalej...

Od rana na rynku w Wałbrzychu, śnieg i mróz…a na straży przy kuchni polowej, nasz kolega Krzysztof Soplicki well Krsna Sambadha Prabhu z wielką łyżką i siekierą do rąbania drzewa.
Wyśmienity widok! W kotłach fasolka po….wegetariańsku!
Kilka osób w ośrodku „Govinda” uwija się przy kapuście również bez boczku, za to od czasu do czasu pan Tadeusz well Trisama Prabhu od serca sypnie oregano czy bazylią.
Zmieniały się tylko garnki a od 15 ej na rynku druga ekipa rozdaje przysmaki wraz ze zdobycznymi bułkami. I tak przez kilka godzin do ostatniej łyżki krzysznowskiego bigosu.
Orkiestra gra, nam ręce marzną, tupać trzeba ale w serduszkach miło…no i chyba z tonę ale dwie było tego jedzenia….
Gdzie to ludziska pomieścili????

No tak a jednak koziołek wrócił do…. Oleśnicy. To prawda, że życie czasem sprawia niespodzianki…jeśli nie zawsze.
Okazało się, że doświadczenia warszawskie doskonale pomogły, by rozpocząć nowe rzeczy, tym razem we Wrocławiu.
Przeprowadzka była świadomą decyzją więc jesienią od razu ruszyliśmy z organizacją Festiwalu Ratha Yatra (www.rathayatra.pl) ale i nadarzyła się okazja wziąć udział w kilku kursach – komunikacji czy nauczycielskim (wg metody interaktywnej).
Jestem niezwykle wdzięczna za te doświadczenia osobom z naszej społeczności. Odkryły na nowo moją chęć do nauki ale też i pokazały nowe obszary i sposoby poznawania.


Mimo, ze brałam udział w tej imprezie raczej prywatnie, choć nie bez powodu, dlatego, że w jakimś sensie przyczyniłam się do wydania książki Borysa Małkina, dzieła jego życia. Znalazłam po prostu wydawcę.
Na wydanie wraz z Uniwersytetem Poznańskim czekał 15 lat.
Na bankiecie po oficjalnej części, zasiadłam obok 90 letniego Borysa Małkina(warto wspomnieć, że pochodził z tego samego miasteczka Witebska co Ryszard Kapuściński i jak i ten drugi ma bardzo bogaty życiorys).
Ale przede wszystkim przez całe życie wykonywał rzetelnie swoją pracę badacza Ameryki Płd.
Obsługa restauracji „Cztery Pory” specjalnie dla mnie, przygotowała wegetariańską wersję sałatki z kiełkami w sosie sezamowym...bez kurczaka!
A pan Borys jadł rękami, jak to się robi w dżungli...lub w Indiach.
Bardzo miłe przyjęcie.
książkę można zakupić w naszej księgarni...wejdź


Dwa tygodnie sierpniowe spędziłam wspólnie z wielbicielami Kryszny na Festiwalu Indii organizowanym od wielu lat na polskim wybrzeżu.
Codziennie odbywają się plenerowe imprezy bardzo profesjonalnie przygotowane, a goszczą wielu artystów z całego świata.
Z pobytu pozostała spora ilość zdjęć ale zamieszczam ich mniejszą część.
Zachęcam wszystkich do uczestnictwa w tej imprezie, ponieważ poziom przygotowania może być inspirujący dla wszystkich w szczególności dla ludzi kultury i sztuki.


Wprawdzie pracy było co niemiara więc w kuchni nie było czasu robić zdjęć.
Ale udało nam się z Kasią (Karuną) kilka razy „wyskoczyć” w teren.
A nawet zdobyłam się na przejażdżkę jeepem terenowym po okolicznych wąwozach.
Pysznie!
Tylko w Kazimierzu można zjeść lody różane...i zachęcam do wycieczki po Wiśle.
A fotki oddają dobrze nastrój Kazimierza Dolnego, miasta otwartego na wiele kultur.


Poproszono mnie o przygotowanie przyjęcia weselnego...co uczyniłam.
A na pamiątkę pozostało kilka obrazków jak towarzystwo się bawiło.
Bardzo podobało mi się wszystko a goście najbardziej!


Mimo, ze byłam jedynie uczestnikiem i w tym miejscu akurat zagrałam rolę fotoreportera.
Zdecydowałam, że podzielę się kilkoma zdjęciami z tej imprezy.
Dni kultury wedyjskiej odbywają się od wielu lat.
Organizatorem jest Świątynia Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny.
W programie oprócz ciekawych wykładów i seminariów znajduje się również harinam czyli uliczne intonowanie Maha mantry Hare Krsna.
Okiem aparatu starałam się uchwycić nastrój tego wydarzenia.

Pewien niemiecki handlowiec i pewna polska profesor Uniwersytetu Wrocławskiego spotkali się w Chinach, potem wzięli ślub i zamieszkali w Berlinie.
Pani Marta pisze pracę habilitacyjną o Teatrze Chińskim, Jens prowadzi interesy, ćwiczą jogę i lubią jedzenie wegetariańskie..
No i stało się !
40 urodziny Jensa i bankiet.
Wszystkie przygotowania w domu gospodarzy, z ich pomocą.
Do rodziny należy jeszcze Agnieszka i mały Maks.
Przyjęcie odbyło się w wegańskim barze i jak często u mnie bywa pachniało wieloma kulturami.
Przyjaciel aktor ze Stanów, przedstawił monodram, tancerka z Turcji zatańczyła taniec brzucha, był i nauczyciel chińskiego z żoną, Hinduskie małżeństwo z Bengalore i Polacy z Wrocławia i ci mieszkający w Berlinie.
A tu dwie fotki Maksa, niezwykłego chłopca i mojego najmłodszego ucznia. Upiekł ciasto wdł. mojego przepisu
![]() |
![]() |


Zaproszenie otrzymałam od Kornelii Popek, wieloletniego nauczyciela jogi. Z Nel współpracujemy od kilku lat, gotuję na jej wakacjach z jogą. Na każdym takim wyjeżdzie robię wykład na temat kuchni i zasad ayur wedy. I tak z kursantów jogi wyłuskała się grupa, która chciała się uczyć gotować. Zajęcia trwały od 9.00 do 20.00! Brało w nich udział 12 osób od 18 ego roku życia do 60 ego...jak i również było kilku entuzjastycznych panów


Tu byłam fotografem i dokarmiałam ekipę na planie, troche sekretarka a troche kierownikiem produkcji, ah no i zagrałam poszkodowaną w wypadku samochodowym.
Miło być ratowaną przez profesjonalnych ratowników.
Śmiechu było co nie miara, ketczup był w powszechnym użyciu ale przyznam, że kilka praktycznych sposobów na ratowanie mi pozostało.


Notka prasowa
1 czerwca o godz. 18 w Empiku Arkadia odbyło się spotkanie z autorką książki „Historie Wedyjskie” pierwszej z cyklu „Opowieści Starych Kultur” oraz Panem Michałem Malinowskim założycielem Muzeum Opowiadaczy Historii.
Historie Wedyjskie to zbiór pochodzący z Indii, zaczerpnięty z najstarszych jego żródeł pisanych czyli Wed. To książka zarówno dla dzieci jak i dorosłych
W programie spotkania znalazły się historie opowiadane przez Michała Malinowskiego, aktora i reżysera, prezentacja filmu o kulturze i religii Indii, wystawa fotografii Ewy Kmiecik oraz oczywiście...możliwość otrzymania książki z autografem

Jak zawsze kontakt został po poprzednim wydarzeniu.
Na planie filmu „Nie ma takiego numeru” poznałam wizarzystkę Agnieszkę, która zresztą okazała się studentem fotografii.
Po dwóch miesiącach zadzwoniła z prośbą, bym przyjęła zaproszenie na jej zajęcia.
Tematem miała być filozofia i praktyki religijne w Indiach.
Zgodziłam się choć przyznam, że było to dla mnie wyzwaniem.
Pomimo, ze wspomagam się zawsze filmami, to jednak zdawałam sobie sprawę z tego, że wykład powinien być dobrze merytorycznie przygotowany.
Przysiadłam do książek i notatek.
Szczególną pomocą była dla mnie książka „Wielcy myśliciele wschodu” gdzie w usystematyzowany sposób omówione są wszystkie główne kierunki hinduizmu.
Na tym tle umieściłam viszniuizm, skupiając się głównie na jego podstawach filozoficznych.
Wykład przebiegł gładko studenci mieli sporo pytań ale również prowadząca pani profesor zadała mi kilka ciekawych pytań. Nie było problemem na końcu przedstawić się jako członek towarzystwa Świadomości Krsny. Zostało to dobrze przyjęte.
Na koniec miła niespodzianka.
Studenci przygotowali mi prezent, w postaci przepięknej, dużej, kolorowej świeczki.

Obie imprezy jedna odbyła się w studio Polskiej Wytwórni Filmów Fabularnych w Warszawie Druga w sali koszalińskiego kina.
Wspominam o nich z powodu szczególnej specyficznej śmietanki towarzyskiej.
Czyli na bankiecie, który przygotowaliśmy w Koszalinie wraz z Vegavani, Piotrem i Anią Szwapczyńską z Vivy pojawiło się... uwaga 600 gości!, głównie ze świata polityki i branży filmowej.
Uff, to było wyzwanie.
2 dni w kuchni , dzień na dekorację stołu...i wszystko znikło w pól godziny.
A my wracałyśmy głodne...jak przystało na dobrze wychowanych kucharzy.

Zaproszenie otrzymałam od jednej z aktywnych studentek tego wydziału.
Jak zawsze przygotowaliśmy sporo słodyczy oraz samosy dla stworzenia atmosfery.
Prace zostały rozwieszone w bibliotece uniwersyteckiej a naszymi gośćmi byli w głównej mierze studenci.
Jeszcze przed otwarciem wystawy, poprowadziłam prelekcję dla studentów w obecności ich profesora wraz z pokazem fragmentów kilku filmów dotyczących miejsc pielgrzymek.
Następnie odbyło się uroczyste otwarcie wystawy przez Asię Wąsik i przeszliśmy do degustacji.
Furorę zrobiły jak zawsze talerze z liści palmowych.
Studenci pytali ile kosztuje bilet i utrzymanie w Indiach.
Praktycznie podchodzą do sprawy!


Wysłałam listy do kilku muzeów z propozycją wystawy zdjęć które zrobiłam w Indiach w 2004 roku.
Od jednego otrzymałam pozytywną odpowiedź.
To był Racibórz.
Pierwsza moja wizyta służyła ustaleniu terminu i warunków wystawy.
Po kilku miesiącach spotkaliśmy się dzień przed rozpoczęciem.
Pani opiekun tego wydarzenia zaprosiła nas do maleńkiego pokoju gościnnego, zorganizowała zakupy i zajęła się przygotowaniem zdjęć.
Następnego dnia wraz z moją kuzynką przygotowałyśmy kosz samosów i laddu.
O godz. 17 ej wszyscy zebraliśmy się w auli muzeum , która notabene była kiedyś kaplicą.
Pani dyrektor muzeum powiedziała kilka słów a ja kontynuowałam.
Ubrana byłam w eleganckie sari, zrobiłam krótki wstęp a następnie pokazałam widzom film o Vrindaban i mówiłam wprost o zwyczajach religijnych i oddaniu dla Krsny.
Na te wystawę przybyły starsze osoby o wysokiej kulturze i edukacji, stali bywalcy muzeum.
Byłam naprawdę ujęta ich otwartym i miłym przyjęciem.
Paradoksalnie mówiąc o Radharani i Krsnie byłam świadoma tego, że na ścianach tej sali widnieją obrazy świętych i scenki z Biblii.
Następnie przeszliśmy do sali wystawienniczej i przy muzyce Vayasyakiego i delektując się smakiem dań goście oglądali wystawę.
Miałam mnóstwo pytań i komentarzy, znak, że nie byli jedynie biernymi obserwatorami.
Jestem wdzięczna za tę możliwość.


To była prawdziwa niespodzianka, jeden telefon zmienił moje plany i na trzy tygodnie pojechałam do Koszalina.
Otrzymałam od producenta Tomka Wywioła apartament w hotelu i kuchnię obok warsztatu Macieja Cyglera, scenarzysty.
Dni płynęły szybko, gotowałam najczęściej na 22 wieczorem? i miałam okazję poznać smak filmowego tempa. Kręciliśmy do 4 ej rano.
Poznałam wielu wartościowych ludzi.. właściwie każdy na swój sposób był wyjątkowy.
Bartosz Brzeskot, reżyser i Agnieszka Ćwik pozostali na dłużej w moim życiu ale i Remi, operator i Iwona Jedernal, kierownik produkcji, Seweryn czy Kuba wózkowy, który ostatnio wizytował w Indiach.
Pan Machulski skarżył się za to na przesolone warzywa ale ...widocznie zdarzyło mi się zakochać?
Zagrałam nawet w jednej scenie...sprzątaczkę hotelową!











